|
MENU GŁÓWNE
STRONA GŁÓWNA
ZARZĄD ŁSM
RADA NADZORCZA
STATUT ŁSM
HISTORIA
OSIEDLA ŁSM
LOKALIZACJA
INNE
AKTUALNOŚCI
ADRESY TELEFONY
W PRZYPADKU AWARII
PORADNIK ŁSM
FOTOGALERIA
LINKI
INFORMACJE
LOKALE UŻYTKOWE
PRZETARGI
|
Z kart naszej historii...
Wspomnienia Ryszarda Siedleckiego - Prezesa Zarządu ŁSM
Łomżyńska Spółdzielnia Mieszkaniowa w okresie swojego
istnienia przechodziła różne etapy w zależności od ustroju państwa i
stosunku do własności prywatnej. W pierwszym okresie władza mocno
ingerowała w zarządzanie Spółdzielnią, która musiała działać zgodnie
z wytycznymi partii. Były to czasy tzw. "gospodarki planowej".
Tworzono wszelkiego rodzaju plany, od wykonania których
zależały przydziały materiałów, limity etatów i wynagrodzeń. Rada
Nadzorcza nie miała wielkiego wpływu na funkcjonowanie Spółdzielni.
Później weszły w grę dotacje państwowe na budownictwo
mieszkaniowe i usuwanie wad technologicznych, zatem prezes, zarząd i
rada byli uzależnieni od państwa. Pozyskiwanie dotacji, ich
wykorzystywanie i rozliczanie stanowiły istotną część działalności
Spółdzielni. Gdy powstało województwo łomżyńskie, na bazie ŁSM
utworzono Wojewódzką Spółdzielnię Mieszkaniową, a Łomżyńska
Spółdzielnia Mieszkaniowa była w tzw. powierniczej
gospodarce. Rola ŁSM została przez ówczesne władze arbitralnie
ograniczona do spraw członkowskich. W okresie gospodarki
powierniczej, gdy najwięcej się budowało, nie mieliśmy żadnego
wpływu na ilość i jakość budowanych mieszkań, ponieważ proces
inwestycyjny prowadziła Wojewódzka Spółdzielnia Mieszkaniowa. W 1979
roku ŁSM wydzieliła się z powrotem z gospodarki powierniczej i wtedy
z rekomendacji PZPR prezesem został Franciszek Eugeniusz Poreda, a
mnie wybrano na zastępcę. Na początku lat osiemdziesiątych
powstał Wojewódzki Związek Spółdzielni Mieszkaniowych, do którego
Spółdzielnia należała do roku 1982. W 1982 roku wystąpiliśmy z WZSM,
ponieważ działania władz WZSM nie służyły interesom naszej
Spółdzielni. Brak było nadzoru inwstorskiego na budowach, co
skutkowało fatalną jakością mieszkań, a decydującym impulsem do
rozejścia się było odebranie ŁSM 20 ha ziemi, które przekazano
nowotworzonej SM "Perspektywa". Od 1982 roku inwestycje są
prowadzone przez ŁSM W latach osiemdziesiątych pojawiła się
"Solidarność". Dobrze, że dążono do przemian, szkoda, że niszczono
to co było. Robotnik zaczął pracować według zasady "im gorzej tym
lepiej". Nie każdy jednak mógł zostać kapitalistą, może co
tysięczny. Robotnicy występowali przeciwko sobie. Protestowali i
strajkowali, nie zastanawiając się co przywódcy mają na myśli. A
przywódcy chcieli przejąć władzę. Mieliśmy piękną bazę
remontowo-budowlaną. Ponad 250 ludzi w szczycie zatrudnienia.
Strajkujący pozbawili sami siebie pracy. Później nie miał kto im tej
pracy zorganizować. To widać na przykładzie PGR-ów. Władze
powołały Główną Inspekcję Terenową (GIT) i Inspekcje
Robotniczo-Chłopskie (IRCHA), które miały wyśledzić i usunąć
przyczyny niezadowolenia buntującego się społeczeństwa. Często
wskazywano, że za zło i biedę odpowiadają dyrektorzy, prezesi i
kierownicy. Kontrola inspektorów GIT potrafiła w przeciągu pół
godziny ocenić działalność spółdzielni i sporządzić wnioski o
odwołanie zarządu. Musieliśmy się przed takimi działaniami bronić.
To był trudny okres. Dla członków oczekujących na mieszkania
najgorsze czasy nastały po utworzeniu województwa. Zostali oni
bowiem odsunięci na koniec list. Pierwszeństwo w przydziałach mieli
fachowcy ściągani z całej Polski. Wkład dawał np. Urząd Wojewódzki w
Łomży, podpisując z pracownikami umowę zobowiązującą do pracy przez
5 lat. Prezydent, Wojewoda i zakłady pracy mieli do dyspozycji pulę
mieszkań.
W latach od 1976 do końca lat
osiemdziesiątych popsuto spółdzielczość. Do 1976 roku do Spółdzielni szła
klasa średnio zamożna, ludzie którzy szanowali wspólne dobro. Od
połowy lat siedemdziesiątych właściwie nie było budownictwa
komunalnego. Gospodarka komunalna nie zbudowała prawie przez 30 lat ani
jednego budynku. W związku z tym wszyscy poszli do jednego garnuszka,
do spółdzielczości. Spółdzielczość się wypaczyła. Brak
było poszanowania mienia. Mówiliśmy, że mieszkania każdy otrzymywał
z lotu ptaka. Nawet ci, co mieli wkłady z zakładów pracy,
nie szanowali tego, bo nie łożyli ze swoich pieniędzy. Z
takimi lokatorami, którzy nie wiedzą, że wszystko kosztuje trudno
zarządzać całością. Do dziś pokutuje u niektórych przeświadczenie, że
coś darmo się należy. Pod koniec lat osiemdziesiątych, gdy
funkcjonowała jeszcze telewizja w systemie AZART, nawet elementy tej
instalacji kradziono. Wtedy w kilku budynkach założyliśmy domofony,
dla bezpieczeństwa ale też dla promocji tego rozwiązania.
Instalację sfinansowała firma z Białegostoku, która produkowała i
obsługiwała swoje systemu odbioru telewizji. Domofony przetrwały kilka
miesięcy. Pourywali wszystkie przewody, poniszczyli wszystko. Nikt nie
wniósł tam złotówki, więc mówiono - to nie nasze, to Spółdzielni. Pomimo,
że w Spółdzielni mamy ponad 90% mieszkań własnościowych, część osób
nadal prezentuje takie stanowisko. Obecnie inna jest rozmowa z
tymi, którzy dają określone pieniądze na budowę. Później wiedzą, ile
ich kosztuje, że trzeba to utrzymać, więc szanują. Zmienia się to
powoli. W latach osiemdziesiątych opłacało się budować, bo
oprocentowanie kredytu wynosiło 2-3 procent. Na przełomie lat
osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, oprocentowanie wzrosło do
86%. Była to pułapka, bo kredyt do spłaty "automatycznie" się
podwoił. Członkowie mieli pretensje do Spółdzielni, a nie do rządu.
Dlatego, że umowy mieli zawarte ze Spółdzielnią. Rząd wprowadził to
jednostronnie, a nie za zgodą Spółdzielni. Skoro inwestor zaciągnął
kredyt, zmiana oprocentowania powinna być negocjowana. W latach
dziewięćdziesiątych inwestycje były już drogie, bo oprocentowanie
było wysokie. Wcześniej oddawaliśmy rocznie 10 budynków później 1.
Drogi kredyt zadusił budownictwo. W związku z wysokim
oprocentowaniem kredytu Spółdzielnia przestała budować mieszkania
lokatorskie. Od początku lat dziewięćdziesiątych budujemy jedynie
mieszkania własnościowe z powierzonych środków przyszłych
użytkowników. Likwidacja województwa także wpłynęła na
zmniejszenie budownictwa. Ci którzy mieli możliwość przenieśli się
do innych miast, bo widzieli tam dla siebie i swoich rodzin lepszą
przyszłość.
|
Os. Konstytucji 3 Maja

Os. Górka Zawadzka

Os. Jantar

Os. Centrum

|